Kompendium - język polski - szkoła podstawowa, klasy 4-8

Chłopcy z Placu Broni
Ferenc Molnár
streszczenie szczegółowe

Rozdział I

W pogodny i ciepły marcowy dzień uczniowie nie mogli doczekać się końca lekcji. Przez okna do klasy wpadał gwar ulicy. Uczniowie powoli szykowali się do wyjścia, porządkowali i pakowali swoje rzeczy. Csónakos podał przez Nemecska list do Boki. Liścik informował o mających się odbyć wyborach na prezydenta chłopców z ulicy Pawła.

Po upragnionym dzwonku uczniowie opuścili szkołę. Csele targował się o cenę słodyczy ze sprzedawcą handlującym w pobliżu szkoły. Ulubiony przysmak chłopców – „plaster miodu” – podrożał o 1 krajcara, co dawało już 2 krajcary za porcję. Geréb i Csele myśleli o uderzeniu w stragan kapeluszem, ale powstrzymał ich Boka. Razem ruszyli ulicą, zmierzali do domów na obiad.

Po drodze spotkali kolegów – Nemecsek opowiedział im, jak poprzedniego dnia pod muzeum bracia Pásztorowie odebrali jemu i kilku innym chłopcom kulki, którymi się bawili (tzw. einstand). Zaplanowali, że omówią to podczas spotkania na placu. Po drodze dojrzeli na oknach zakładów tytoniowych żółty pył tytoniowy – wąchali go i świetnie bawili się, kichając.

Rozdział II

Plac przy ulicy Pawła był dla chłopców małą ojczyzną. Z dwóch stron otaczały go wysokie budynki, a z tyłu znajdował się tartak parowy – ułożone w stosy belki stanowiły prawdziwy labirynt. Tego dnia na placu pierwszy zjawił się Nemecsek. Żuł skórkę od chleba i czuł się wyjątkowo dumny, że należy do grupy chłopaków z ulicy Pawła. Dostrzegł Hektora, psa Słowaka pilnującego placu, który zajadle szczekał, patrząc na szczyt stosu desek – tam na wietrze powiewała zielono-czerwona flaga. Nemecsek udał się w tamtym kierunku. Powtarzał sobie Nie bój się, Nemecsek. Wszedł na szczyt stosu i natychmiast uciekł z przerażeniem. Dojrzał tam Feriego Átsa, przywódcę grupy chłopców nazywających się Czerwonymi Koszulami, który ukradł ich sztandar. Kiedy reszta chłopców zjawiła się na placu, wszystko im opowiedział. Geréb zaproponował, by uszyć nową flagę, co niestety wymagałoby zmiany kolorów (z zieleni na czerwień i biel). Ostatni na placu zjawił się Boka, który za niezamknięcie furtki sam siebie wpisał karnie do notesu. Bardzo zaimponował tym kolegom.

Po krótkim załamaniu Nemecska ilością obowiązków, jakie ciążyły na nim jako na szeregowym, i kłótni o to, czyjego kapelusza należy użyć do głosowania, odbyły się wybory. Konkurowali ze sobą Geréb i Boka. Wygrał ten drugi (otrzymał jedenaście głosów, a Geréb trzy), co jego koledzy przyjęli z dużym entuzjazmem. Nemecsek próbował negocjować swój awans. Tak bardzo dręczył go ten temat, że aż się popłakał.

Chłopcy zaplanowali, że wybiorą się do Ogrodu Botanicznego – siedziby Czerwonych Koszul.

Rozdział III

Następnego dnia w szkole chłopcy zaplanowali atak na Ogród Botaniczny. Boka zdecydował, że we trzech pójdą do bazy Czerwonych Koszul i zostawią kartkę – ślad swojej obecności. Na uczestniczenie w misji zdecydowali się Nemecsek i Csónakos. Bokę zastanawiała nieobecność Geréba na lekcji stenografii, jego ostatnie zachowania wydawały mu się podejrzane.

Kiedy tylko zaczęło się ściemniać, trójka śmiałków wyruszyła do kryjówki Czerwonych Koszul. Przeszli przez mur, Csónakos wszedł na drzewo i zrobił rozeznanie. Wysepki pilnowało dwóch strażników. Chłopcy musieli zachować szczególną ostrożność. Ukryli się w sztucznych ruinach niewielkiego zamku, gdzie ich wrogowie trzymali broń – tomahawki. Nie zabrali ich jednak jako łupów wojennych, Boka uznał, że to byłaby kradzież. Porozrzucali je, aby zostawić po sobie ślad.

Boka przez lornetkę przyglądał się wyspie, na której urzędowali wrogowie. W pewnym momencie dostrzegł wśród nich Geréba, ale nie zdradził jego imienia towarzyszom – chciał mieć pewność, zanim oskarży kogoś o zdradę. Przy brzegu znaleźli łódkę i przeprawili się na wyspę. Boka zaplanował wszystko dokładnie, w razie gdyby mieli kłopoty. Nemecsek przy wsiadaniu pośliznął się i wpadł do wody, ale nie narzekał i dzielnie wyruszył w dalszą drogę. Na miejscu Csónakos został przy łodzi, aby jej pilnować. Nemecsek i Boka wyruszyli do kryjówki Czerwonych Koszul. Tam obaj byli świadkami zdrady Geréba. Razem z wrogami planował zajęcie placu w celu zyskania możliwości gry w piłkę.

Kiedy chłopcy z Czerwonych Koszul byli zajęci układaniem broni, Boka przymocował kartkę do pnia drzewa i zgasił latarnię. Natychmiast wraz z Nemecskiem zaczęli uciekać, od razu ruszył za nimi pościg. Dotarli do łodzi i przeprawili się na drugi brzeg. Następni e ukryli się w szklarni. Nemecsek zapalił zapałkę i zdradził ich położenie. Zmuszeni byli się ukryć, szeregowcowi przypadło najgorsze miejsce – ukrył się w sadzawce. Pozostali jednak niezauważeni i kontynuowali ucieczkę. Schowali się na drzewie – dzięki temu udało im się przechytrzyć Czerwone Koszule – chłopcy pomylili ich z przypadkowymi przechodniami i za nimi pobiegli. Boka, Nemecsek i Csónakos wrócili do domu.

Rozdział IV

Następnego dnia w szkole chłopcy byli podekscytowani i bardzo zainteresowani tym, co wydarzyło się poprzedniego dnia. Nie mogli doczekać się spotkania na placu. Pan Rácz pod koniec lekcji wywołał Weisza, Richtera, Cselego, Kolnaya, Barabása, Leszika i Nemecska. Zaprosił ich do pokoju nauczycielskiego. Tam doszło do rozwiązania Bractwa Kitowców. Chłopcy zbierali kit (pastę służącą do uszczelniania okien) i żuli go, chroniąc przed wyschnięciem. Zakładanie stowarzyszeń nie było dozwolone. Członkowie bractwa musieli wyjaśnić, skąd brali kit. Stracili pieczęć i sztandar. Pan Rácz skonfiskował też kit, okazało się jednak, że Nemecsek wydłubał kit z okna sali – Bractwo mogło trwać. Boka odetchnął z ulgą, obawiał się, że ktoś mógł zdradzić plac.

Później tego dnia chłopcy spotkali się placu, członkowie rozwiązanego Bractwa chcieli zorganizować zgromadzenie. Nemecsek nie chciał jednak w nim uczestniczyć. Dojrzał, jak Geréb skrada się do chaty Słowaka. Czuł się w obowiązku dowiedzieć się, co się dzieje. Wspiął się na dach, aby móc podsłuchać. Okazało się, że Geréb oferuje Janó cygara i pieniądze w zamian za przepędzenie chłopców z placu przy ulicy Pawła.

Nemecsek chciał jak najszybciej powiedzieć o wszystkim Boce. Nie było go jeszcze na placu, więc postanowił pobiec do niego do domu. Zatrzymał go jednak Weisz. Chciał poinformować go o tym, że Bractwo zyskało status tajnej organizacji i Nemecsek w związku z tym powinien złożyć przysięgę dochowania tajemnicy. Mały szeregowiec nie miał jednak czasu na rozmowy, wiedział, że informacja, którą chce przekazać, ma kluczowe znaczenie dla placu, więc przerwał rozmowę i ruszył dalej. Członkowie Bractwa uznali go za zdrajcę, wyrzucili go ze stowarzyszenia i zapisali w protokołach jego imię i nazwisko małymi literami.

Tymczasem Nemecskowi udało się dostarczyć wiadomość Boce. Po drodze chłopca załapał napad kaszlu, więc musieli się zatrzymać. Geréba spotkali, kiedy wychodził z placu – uciekł, śmiejąc się. Dwaj chłopcy z ulicy Pawła zostali na miejscu zupełnie załamani. Chociaż pozostali jeszcze tego nie wiedzieli, ale ich małej ojczyźnie zagrażało ogromne niebezpieczeństwo.

Rozdział V

Dwa dni później miało miejsce spotkanie Czerwonych Koszul w Ogrodzie Botanicznym. Chłopcy zauważyli, że w ich zbrojowni brakuje flagi, którą ukradli z placu przy ulicy Pawła. Dostrzegli bardzo małe ślady stóp na piasku, który rozsypali na podłodze. Domyślili się, że na ich teren wtargnął ktoś obcy. Pytali Geréba, który w tamtym momencie pełnił funkcję szpiega. Chłopiec przedstawił im swój plan na przekupienie Słowaka, ale to nie spodobało się Feriemu Átsowi – wódz chciał honorowej walki. Geréb poczuł, że jego pozycja jest zagrożona. Przysiągł jednak lojalność i został oficjalnie włączony do grona Czerwonych Koszul. Chłopiec w rozmowie zasugerował, że nikt z chłopców z ulicy Pawła nie jest odważny. Wtedy wydarzyło się coś niespodziewanego. Z drzewa zeskoczył Nemecsek, który zaprzeczył jego słowom. Udało mu się wykraść flagę, a teraz dobrowolnie oddawał się w ręce wroga. Feri Áts nie pozwolił go pobić. Nemecsek przemawiał bardzo odważnie, mówiąc, że zawsze silniejszy jest ten, kto ma przewagę liczebną. Wszyscy byli pod wrażeniem. Przywódca Czerwonych Koszul zaproponował mu dołączenie do jego grupy, ale dzielny szeregowiec stanowczo odmówił. Odebrano mu flagę i wrzucono go do stawu. Mimo tego, że czuł, że jest przeziębiony, odwaga go nie opuściła. Kontynuował swoje przemówienie na temat słabszych i silniejszych. Potem po prostu odszedł, nikt go nie zatrzymywał. Chwilę później, zupełnie zignorowany przez Czerwone Koszule, odszedł Geréb.

Podczas swojego płomiennego przemówienia Nemecsek wypomniał braciom Pásztorom, że odebrali mu kulki w czasie gry. Feri Áts zakazał atakowania słabszych, w związku z czym bracia zostali ukarani kąpielą w stawie – musieli, tak jak wcześniej Nemecsek, w ubraniu wejść do zimnej wody.

Rozdział VI

Następnego dnia na placu chłopcy mogli przeczytać specjalne orędzie. Boka uprzedzał w nim o nadchodzącym zagrożeniu ze strony Czerwonych Koszul i wzywał do walki o plac. Tego dnia nikt nie był zainteresowany codziennymi grami. Chłopcy wielokrotnie czytali odezwę, a niektórzy uczyli się jej na pamięć. Było bardzo przejęci. Jakby mało było emocjonujących wydarzeń, doszło do afery w Bractwie Kitowców – kit wysechł z powodu zaniedbań Kolnaya. Barabás chciał, by prezes zwołał nadzwyczajne zgromadzenie, ale ten wolał poczekać, aż rozwiąże się sprawa z placem. Został oskarżony o tchórzostwo. Wielu chłopców, za sprawą Barabása, żądało, by Kolnay ustąpił ze stanowiska prezesa. W końcu prezes zgodził się na zebranie tego dnia, po przemówieniu Boki.

Boka ogłosił stan wojenny, wróg miał zaatakować już następnego dnia. Dał również szansę na wycofanie się tym chłopcom, który nie chcieli brać udziału w walkach – takich nie było. Wszyscy złożyli oficjalne przyrzeczenie. Chłopcy pytali o Geréba, ale Boka nie udzielił im informacji. Wezwał też wszystkich pokłóconych do zgody – wojnę można wygrać, tylko ściśle współpracując. Zmusił do zgody Kolnaya i Barabása.

Następnie Boka objaśnił chłopcom plan wojny, który opracował po obiedzie. Podał mu go Nemecsek, który na szyi miał gruby czerwony szal. Dowódca podzielił chłopców na cztery oddziały. Do zadań małych żołnierzy przed starciem należało umocnienie fortów. Plan działań polegał na osaczeniu przeciwnika, który zapewne będzie próbował dostać się na plac dwoma wejściami. Jako broni chłopcy zamierzali użyć bomb piaskowych. Boka planował też zamknięcie oddziału Czerwonych Koszul w chacie Janó. Potem chłopcy z ulicy Pawła mieli wypchnąć pokonanych niedobitków poza bramę i ogłosić zwycięstwo.

Kiedy Boka skończył mówić, rozległy się wiwaty. Mniejszy entuzjazm towarzyszył ogłoszeniu przez prezydenta, że jego adiutantem został Nemecsek. Boka bardzo stanowczo odrzucił wszelki sprzeciw. Rozpoczęły się ćwiczenia bojowe.

Nemecsek czuł się coraz gorzej. Boka przypomniał mu, że powinien owinąć się szalikiem. Małego adiutanta bardzo poruszyła ta troska. Zdobył się także na odwagę, by opowiedzieć Boce, dlaczego Bractwo Kitowców ma go za zdrajcę – nie chciał, by dowódca miał o nim złą opinię. Boka wcale się tym nie przejął i obiecał zająć się tym niesprawiedliwym osądem po wojnie. Wydał Nemecskowi rozkazy i został sam. Czuł, że niedługo wydarzy się coś niezwykle ważnego, w czym on – jako przywódca – będzie miał ogromny udział. Czuł się jak generał przed bardzo ważną bitwą.

Nagle usłyszał stukanie do furtki. Był bardzo zaskoczony, kiedy dojrzał Geréba. Zdrajca prosił o wybaczenie i chciał na nowo dołączyć do chłopaków z ulicy Pawła. Żałował, przyniósł skradzioną przez Átsa flagę. Boka jej nie wziął, chciał odebrać ją wrogowi honorowo. Wybaczył Gerébowi, ale nie przyjął go z powrotem do swojej załogi. Boka domyślał się, że chłopiec został skompromitowany wśród Czerwonych Koszul, dlatego powraca. Pozwolił zdrajcy odejść, mimo że przez chwilę miał chęć zwołać go z powrotem. Ku jego zdziwieniu całej scenie przyglądali się wszyscy chłopcy, którym bardzo spodobała się postawa ich dowódcy.

Po manewrach miało miejsce zebranie Bractwa Kitowców. Niespodziewanie przerwał im ojciec Geréba, który przyszedł na plac, bo chciał się dowiedzieć, czy jego syn naprawdę jest zdrajcą. Chciał mieć pewność, zanim ukarze syna. Mężczyzna przemawiał surowo i oczekiwał dowodów, co speszyło chłopców. Wysłali Richtera, żeby przyprowadził Nemecska. Chłopiec miał bardzo wysoką gorączkę, świat wokół niego nie wyglądał dla niego normalnie. Pomyślał jednak o tym, że Geréb miałby problemy, gdyby ojciec dowiedział się o jego zachowaniu, więc powiedział, że Geréb ich nie zdradził. Boka odprowadził chorego Nemecska do domu. Chłopiec miał przywidzenia i majaczył.

Rozdział VII

Następnego dnia podczas lekcji cała klasa była niespokojna. Całe gimnazjum wiedziało o nadchodzącej wojnie i życzyło zwycięstwa chłopcom z ulicy Pawła. Czerwone Koszule uczyły się w innej szkole – szkole realnej. Pan Rácz zauważył dziwną atmosferę w klasie i chciał przepytać Nemecska – wszyscy chłopcy wiedzieli, dlaczego tego dnia nie ma go w szkole. Nawet Bractwo Kitowców planowało przywrócić honory jego nazwisku, ale nie chcieli zajmować się tym przed wojną.

Wielu uczniów chciało przyłączyć się do walki, ale chłopcy z ulicy Pawła zdecydowali, że sami będą walczyć o swój honor. Pomoc oferował nawet handlarz sprzedający słodycze.

Podczas spotkania na placu Boka przyjął tytuł generała, który był bardziej odpowiedni dla trudnych czasów, jakie nastały. Chłopcy przypomnieli sobie jeszcze raz plan bitwy stworzony przez wodza. Nemecska na stanowisku adiutanta nastąpił Csele. Był uzbrojony w trąbkę pocztową, którą miał dawać sygnały.

Nagle na placu pojawiła się dziewczyna, była służącą rodziny Geréba – przyniosła list od niego adresowany do Boki. Geréb był zaskoczony, że Nemecsek nie wydał go przed jego ojcem. W ramach podziękowania zaniósł mu książkę, którą dostał od ojca – był to Archipelag w ogniu Juliusza Verne’a. Chłopiec poinformował, że znalazł sposób na odkupienie swoich win. Udał się do Ogrodu Botanicznego i podsłuchał plan Czerwonych Koszul. W taki sposób dowiedział się, że walki rozpoczną się następnego dnia. Planem Feriego Átsa było nie zmieniać planu, który usłyszał Nemecsek, bo zapewne chłopcy z ulicy Pawła będą spodziewać się właśnie zmian. Geréb jeszcze raz poprosił w liście o wybaczenie i wyraził chęć dołączenia do bitwy. Stał za rogiem, a służąca czekała na przekazanie mu wiadomości od Boki.

Chłopcy zdecydowali o przyjęciu Geréba z powrotem do grupy. Boka dał mu na razie stopień szeregowca i zabronił pozostałym dyskutować o jego winach. Nagle wartownik ogłosił, że nadchodzą wrogowie. Boka zwątpił ponownie w uczciwość kolegi, ale okazało się, że to tylko posłowie.

Chłopcy z wrogich obozów, pamiętając o żołnierskim szacunku, przeszli do rozmowy. Chłopaki z ulicy Pawła przyjęli wypowiedzenie wojny i ustalili zasady sprawiedliwej walki – obowiązujące sposoby walki to bomby piaskowe, zapasy i szermierka włócznią. Nie można było także atakować dwóch na jednego. Pásztor, który był przewodniczącym delegacji, zapytał Bokę o miejsce zamieszkania Nemecska – Czerwone Koszule uznały go za godnego i odważnego przeciwnika i chciały okazać mu szacunek. Udali się do domu małego szeregowego i przekazali pozdrowienia od Feriego Átsa. Nemecsek był smutny, że nie może wziąć udziału w wojnie. Pásztor poprosił go o wybaczenie. Matka Nemecska była wzruszona postawą chłopców i chciała poczęstować ich czekoladą. Oni jednak odmówili – wiedzieli, że nie zasłużyli.

Rozdział VIII

Nastał dzień bitwy. Rano padało, ale popołudnie było słoneczne. Po lekcjach i zjedzeniu obiadu wszyscy chłopcy z ulicy Pawła udali się na plac. Mimo lekkiego bałaganu wszyscy byli skupieni na nadchodzących wydarzeniach. Boka dokonał małych zmian w wojennym planie. Włączył do niego atak z ukrycia, Janó na prośbę generała wykopał rowy – okopy. W nich miały się ukryć dwa bataliony. Pozostali chłopcy mieli atakować piaskowymi bombami z fortów. Częścią planu było także pojmanie i zamknięcie w chacie Słowaka tych Czerwonych Koszul, które będą atakowały od strony ulicy Marii.

Na każdym forcie, prócz jednego, wywieszono flagę – brakującą chłopcy chcieli honorowo zdobyć w walce. Weisz, Csónakos i Csele udali się z poselstwem do Ogrodu Botanicznego. Oddali flagę, którą zwrócił im Geréb. Boka uznał, że albo odzyskają ją w walce, albo powinna zostać w posiadaniu wroga. Feri Áts dopytywał, czy to Geréb oddał flagę chłopcom z ulicy Pawła, nie dostał jednak odpowiedzi. Czerwonym Koszulom zaimponowała postawa przeciwników.

Tymczasem na placu trwały przygotowania. Geréb za pozwoleniem Boki zamienił się z Barabásem i miał walczyć w pierwszej linii, a nie rzucając bomby z fortów. Chłopcy palili się do walki. Wkrótce zabrzmiał dźwięk obcej trąbki – wróg nadchodził.

Czerwone Koszule miały plan: część oddziału na czele z Pásztorem zaatakowała od strony ulicy Marii, a część czekała przed wejściem od strony ulicy Pawła na znak, by ruszyć do boju. Kiedy Boka rozgryzł ich plan, bardzo się ucieszył – wiedział, że jego strategia daje mu przewagę.

Chłopcy z ulicy Pawła bez kłopotów wykonywali swoje zadania. Najpierw udało im się zwieść oddział Pásztora, udając ucieczkę. Bombardowanie było bardzo intensywne i przynosiło skutki. Kiedy ostrzał ustał, do ataku ruszyły bataliony ukryte w wozowni i chacie, co zaskoczyło przeciwnika.

Zdezorientowane Czerwone Koszule zaczęły postępować nieuczciwie, ale nie uchodziło im to na sucho. W końcu niemal cały wrogi oddział udało się zamknąć w chacie Słowaka. Feri Áts razem z drugim oddziałem czekał na sygnał. Był pewien, że zaraz usłyszy dźwięk trąbki. Tymczasem trębacz Wendauer został pojmany, a jego instrument leżał w piasku. Dowódca Czerwonych Koszul powoli zaczynał przeczuwać porażkę. Dotarło do niego, że jego armia została nie tylko pokonana, ale i uwięziona. Postanowił ruszyć do ataku.

Kiedy drugi wrogi oddział wkroczył na plac, natychmiast rozpoczęło się bombardowanie. Boka wysłał Kolnaya, by dał chłopcom ukrytym w okopach sygnał do ataku. Ten nie mógł jednak wykonać zadania, ponieważ został zaatakowany, Boka musiał więc sam wykonać misję. Áts próbował go zatrzymać, ale Boka postanowił jednak przedłożyć wykonanie zadania nad osobisty pojedynek. Atak z okopów powiódł się, Czerwone Koszule były zaskoczone. Kiedy skończył się piasek, rozpoczęła się regularna walka. W pewnym momencie Feri Áts postanowił oswobodzić swój oddział z chaty. Chłopaki z ulicy Pawła nie byli na to przygotowani, a mogło to zdecydować o ich porażce.

Nagle na drodze dowódcy Czerwonych Koszul pojawił się mały, bardzo chory Nemecsek i resztką swoich sił powalił go łopatki. Jego oddział był tak zaskoczony, że zupełnie nie wiedział, jak się zachować, zapanował chaos. Wkrótce wrogowie zostali wypchnięci poza bramy placu, Áts został sam. Na ziemi leżał nieprzytomny Nemecsek. Kiedy odzyskał świadomość, zapytał jedynie, czy wygrali. Wtedy podniósł się okrzyk zwycięstwa. Dzielny szeregowiec wyjaśnił, że wymknął się z domu po cichu.

W końcu więźniowie zostali wypuszczeni z chaty i rozbrojeni. W pełnym rynsztunku mógł odejść tylko dowódca, zagwarantował mu to Boka. Na pożegnanie zasalutował mu nawet Nemecsek, mimo że to Áts doprowadził do jego choroby. Boka zdecydował o przywróceniu Geréba do stopnia porucznika i awansowaniu Nemecska na kapitana.

Nagle na plac wpadła matka świeżo upieczonego kapitana – była roztrzęsiona i zapłakana, bo nie mogła go nigdzie znaleźć. Chłopcy z ulicy Pawła, idąc niczym w wojsku – w dwuszeregu – odprowadzili Nemecska do domu. Kiedy chłopcy już się rozeszli, pod drzwiami domu Nemecsków Boka został sam. Przeczuwał, że jego przyjaciel już nie wyzdrowieje – rozpłakał się. Wyszedł do niego ojciec małego kapitana i płakał razem z nim. Boka chciał odejść, ale nie był w stanie, coś trzymało go w miejscu. Wkrótce po drugiej stronie ulicy pojawił się Feri Áts i też stał pod domem, ale chłopcy nie odezwali się do siebie. Tymczasem Nemecsek leżał w łóżku i wspominał ukochany plac.

Rozdział IX

Chłopcy wprowadzili w Wielkiej Księdze Bractwa Kitowców zapis zwracający należny honor Nemecskowi – zapisali jego imię i nazwisko samymi wielkimi literami. Postanowili także, że do każdego podręcznika należy dopisać imię i nazwisko Boki przy zapisach o wielkim generale oraz Feriego Átsa przy dowódcy haniebnej klęski. Udzielili także oficjalnej nagany Kolnayowi za zaniechanie żucia kitu.

Rozdział X

Na ulicy Rákos, gdzie mieszkał Nemecsek, panowała złowroga cisza, sąsiedzi wypytywali o zdrowie chłopca. Mały kapitan czuł się bardzo źle, nie jadł, jedynie pił mleko. Do jego domu przyszedł Boka, Nemecsek go rozpoznał i zapytał, czy zostanie z nim, dopóki nie umrze. Boka próbował przekonywać go, że nic takiego się nie wydarzy, ale Nemecsek zdenerwował się, że kolega zarzuca mu kłamstwo.

W końcu zjawił się lekarz, obejrzał chorego i stwierdził, że nie jest gorzej. Zachowywał się dziwnie. Wziął pana Nemecska na bok i oświadczył mu, że niego synowi nie zostało wiele czasu – być może nie dożyje poranka lub nawet wieczora. Lekarz zasugerował, że do takiego wydarzenia, szczególnie w kiepskiej sytuacji finansowej, w jakiej znajduje się rodzina, należy się odpowiednio przygotować.

Nemecsek rozmawiał z Boką o bitwie. Opowiedział mu o zwycięstwie i o tym, że sam Feri Áts przyszedł pod jego dom. Napełniło to chorego ogromną dumą. Boka powiedział mu także, że Czerwone Koszule zostały wypędzone z Ogrodu Botanicznego. Nemecsek rozpaczał, że jego nazwisko zostało przez Bractwo Kitowców zapisane małymi literami. Boka poinformował go zmianie zapisu, ale chłopiec nie chciał uwierzyć. Generał powiedział, że przygotowano dla niego z tej okazji specjalny dyplom. Nemecsek był skłonny uwierzyć dopiero wtedy, gdy go zobaczy.

Nagle chory chłopiec uświadomił sobie, że już nigdy nie zobaczy ukochanego placu. Zapragnął się tam udać. Ani Boka, ani jego rodzice nie chcieli się zgodzić. Chłopiec założył czapkę, płakał i krzyczał. Jego gorączka się nasiliła.

Do domu Nemecsków przyszedł pan Csetneky. Pytał o swój brązowy garnitur, który zamawiał. Klient zażyczył sobie przymiarkę. Z pokoju chłopca dobiegały okrzyki – mały Ernő majaczył, wydawało mu się, że bierze udział w bitwie o plac. Pan Csetneky miał wiele uwag do garnituru i oskarżał krawca o błędy. Widział, jaka sytuacja panuje w domu Nemecsków, a i tak nalegał na szybki termin realizacji. Kazał krawcowi od razu siadać do pracy. Pan Nemecsek tak właśnie zrobił – myślał o tym, co właśnie powiedział mu lekarz. Był zdruzgotany.

Nemecsek stracił siły, położył się na łóżku. Nie rozpoznawał już Boki, mylił go ze swoim ojcem. Pod oknami pokoju było słychać dziecięce głosy. Chłopcy z Bractwa Kitowców zebrali się, żeby wręczyć kapitanowi dyplom. Pani Nemecsek wpuściła do domu delegację. Chłopcy byli zdenerwowani, kilku z nich się rozpłakało. Ernő już tylko wpatrywał się w ścianę i dyszał. W końcu Weisz wygłosił przemówienie, pokazał zapis w księdze i dyplom. Oczy Nemecska się zamknęły. Jego matka zauważyła, że nie oddycha. Rodzice zaczęli szlochać.

Boka wyszedł z domu przyjaciela razem z pozostałymi chłopcami. Wiedział, że powinien się uczyć, ale nie miał do tego głowy. Wyszedł z domu o zmierzchu, włóczył się bez celu. W końcu trafił na plac, zastał tam zadowolonego z przebiegu bitwy Janó. Poinformował go o śmierci Nemecska. Na placu byli obecni także Barabás i Kolnay – chłopcy w końcu naprawdę się pogodzili.

Boka przez przypadek zajrzał do chaty Słowaka i zobaczył tam narzędzia. Janó wytłumaczył, że należą do architekta – plac został sprzedany i wkrótce ruszy budowa kamienicy. Świat Boki się zawalił – właśnie on i jego przyjaciele utracili ojczyznę.

Następnego dnia pan Rácz zapowiedział, że cała klasa ma założyć żałobne ubrania i wziąć udział w pogrzebie Nemecska, by uczcić pamięć zmarłego kolegi. Pogrzeb miał odbyć się nazajutrz.

« wszystkie materiały do tej książki